Nit de Foc, czyli Noc Ognia, to długi i efektowny pokaz fajerwerków, puszczanych nad suchym korytem rzeki Turia. Jest to punkt obowiązkowy podczas każdych Fallas, a że odbywa się późno (początek o 1:30 w nocy), to wszyscy są już dosyć zmęczeni po całym dniu. Jednak nawet tutaj nie brakuje tych, którzy chcą być w pierwszym rzędzie, czyli na Puente de las Flores. Tłumy są nawet na Puente de Aragón, ale my stanęliśmy w tym roku dosyć daleko (za to blisko hotelu), bo na Puente del Reino - byliśmy zbyt zmęczeni, żeby się przebić na lepsze miejsca, ale i tak mieliśmy bardzo dobry widok.
Poniżej film z całości (uwaga, prawie 20 minut):
Blog opisujący nasze podróże - zarówno prywatne jak i służbowe - oraz ciekawe miejsca, które warto zobaczyć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fajerwerki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fajerwerki. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 19 marca 2012
sobota, 17 marca 2012
Walencja - dzień 1
Do Walencji przyjechaliśmy na święto Fallas, tradycyjne walencjańskie święto obchodzone ku czci św. Józefa. Święto jest obchodzone w całej Comunidad, ale najhuczniejsze obchody odbywają się właśnie w Walencji. Najważniejsze elementy święta to:
Nasza droga do hotelu:
Obowiązkowy punkt Fallas to La Mascletà, która podczas całego festiwalu odbywa się codziennie o godz. 14:00 na Plaza de Ayuntamiento. Wszystkie Masclety odbywające się przed 19 marca są rywalizacją pirotechników, którzy walczą o przygotowanie tej ostatniej, odbywającej się właśnie 19 marca.
La Mascletà to wydarzenie, które trudno opisać. Jest to skoordynowany pokaz fajerwerków i petard (bardziej petard), służące zrobieniu jak największego hałasu. Trzeba tam po prostu być, a niektórzy, aby mieć miejsce w pierwszym rzędzie, pojawiają się tam 4 lub nawet 5 godzin przed rozpoczęciem przedstawienia. Sami tak kiedyś robiliśmy (dwa razy byliśmy w pierwszym rzędzie), ale w tym roku na żadnej z Masclet nie byliśmy tak blisko.
Po Masclecie udaliśmy się na zakupy, a następnie do hotelu, byliśmy dosyć zmęczeni tego dnia i dopiero wieczorem poszliśmy na jedzenie. Chcieliśmy iść do Bodeguilla del Gato, małej i bardzo przyjemnej knajpki w centrum miasta, ale po drodze, zaraz obok hotelu, znaleźliśmy coś lepszego - Casa Vela. Lekkie fusion i połączenie tradycyjnych hiszpańskich smaków, do tego świetny wystrój. Polecamy szczególnie lokal blisko Oceanarium (Vela Ciencias). Kilka dań, które zamówiliśmy:
- La Despertà - czyli "pobudka", gdzie zespoły muzyczne chodzą ulicami miasta, wsiadają do metra i autobusów i rozbudzają mieszkańców miasta żywą i głośną muzyką. Często towarzyszą temu wybuchy petard hukowych.
- La Mascletà - pokaz fajerwerków hukowych, odbywający się codziennie o godz. 14:00 na placu głównym miasta (Plaza de Ayuntamiento). Jest to unikalny pokaz, którego nie da się odtworzyć ze względu na towarzyszące wybuchom emocje.
- La Nit del Foc - pokaz fajerwerków, który odbywa się w nocy z 18 na 19 marca w korycie rzeki Turia.
- La Cremà - jednoczesne spalenie wszystkich figur w mieście
Obchodom towarzyszą również liczne pochody i marsze przez miasto, a mieszkańcy często przebierają się w lokalne stroje. Dla wszystkich najważniejsze są jednak wykonane z papier-mâché figury, tak zwane falle, przedstawiające różne sytuacje i osoby, często w sposób bardzo satyryczny. Falle mogą być małe (infantil - do spalenia przez dzieci) lub duże (mayor - do spalenia przez dorosłych). Stoją one na większości skrzyżowań i placów w mieście, ze szczególnym wskazaniem na dzielnice mieszkalne. Mieszkańcy, organizują się w komitety osiedlowe i konkurują ze sobą o nagrody w wielu kategoriach (wykonanie, projekt itp.) dot. Falli.
Nasza droga do hotelu:
| Falla |
| Mała Falla i Beata |
| Falla |
| I znów Falla |
| Kolejna Falla |
| Fallas kosmonauta |
La Mascletà to wydarzenie, które trudno opisać. Jest to skoordynowany pokaz fajerwerków i petard (bardziej petard), służące zrobieniu jak największego hałasu. Trzeba tam po prostu być, a niektórzy, aby mieć miejsce w pierwszym rzędzie, pojawiają się tam 4 lub nawet 5 godzin przed rozpoczęciem przedstawienia. Sami tak kiedyś robiliśmy (dwa razy byliśmy w pierwszym rzędzie), ale w tym roku na żadnej z Masclet nie byliśmy tak blisko.
| Tłumy na Masclecie |
| Każdy budynek obsadzony |
Po Masclecie udaliśmy się na zakupy, a następnie do hotelu, byliśmy dosyć zmęczeni tego dnia i dopiero wieczorem poszliśmy na jedzenie. Chcieliśmy iść do Bodeguilla del Gato, małej i bardzo przyjemnej knajpki w centrum miasta, ale po drodze, zaraz obok hotelu, znaleźliśmy coś lepszego - Casa Vela. Lekkie fusion i połączenie tradycyjnych hiszpańskich smaków, do tego świetny wystrój. Polecamy szczególnie lokal blisko Oceanarium (Vela Ciencias). Kilka dań, które zamówiliśmy:
| Esgarraet, bacalao, czyli dorsz z papryką |
| Przystawka - sos pomidorowo-czosnkowy z tostami |
| Ajo arriero (ziemniaki, czosnek, dorsz) |
| Habas con jamon o tocino ibérico, czyli bób z szynką i bekonem |
| Vela, czyli zapiekany ser, pomidory i specjalny tajny sos "Vela" |
piątek, 27 stycznia 2012
Hong Kong - dzień 4 - Fajerwerki
Zaraz po Tańcu Lwów w Upper House, pojechaliśmy metrem do najlepszego punktu widokowego, żeby obejrzeć fajerwerki noworoczne. Pani w informacji turystycznej ostrzegła nas, żebyśmy przyszli odpowiednio wcześnie zająć dobre miejsce. Pokaz był zaplanowany na 20:00, a ludzie mieli zacząć się gromadzić około 17:00. Założyliśmy więc, że o 16:15 nikogo jeszcze nie będzie i spokojnie staniemy sobie w pierwszym rzędzie.
To założenie okazało się błędne. Na prawie całej długości Alei Gwiazd w miejscach skąd można było obserwować pokaz, stały rozstawione profesjonalne statywy. Obok każdego statywu koczował Chińczyk lub Europejczyk, siedząc na małym przenośnym krzesełku. Koczownicy byli owinięci w folię i wyposażeni w niezbędne artykuły spożywcze, czyli czipsy, ciasteczka lub czekoladki oraz konieczną aparaturę umilającą czas, jak smartfon lub iPad.
Po dwukrotnym przejściu całej długości fragmentu Alei, z którego potencjalnie można było obserwować pokaz, udało nam się wcisnąć między dwa statywy rozstawione przez profesjonalnych koczowników. Miejsce było oznaczone, jako przejście awaryjne z dopiskiem "nie blokować", ale postanowiliśmy się nie przejmować zbytnio.
W trakcie kiedy szukaliśmy naszego miejsca zaczął padać ulewny deszcz i zdaliśmy sobie boleśnie sprawę, jak wiele dzieli nas od panów na turystycznych krzesełkach. Na szczęście mieliśmy parasol!
W miarę jak upływały godziny, a nasze nogi coraz bardziej wrastały nam w koniec kręgosłupa, wykształciliśmy w sobie uczucie nienawiści połączonej z podziwem w stosunku do panów na krzesełkach w foliowych namiotach.
Na szczęście czas zawsze płynie naprzód i doczekaliśmy się pokazu, udało nam się nawet rozstawić nasz własny malutki statywik. Oto efekty:
| Fajerwerki |
| Fajerwerki |
| Tłumy ludzi, czyli zarządzanie tłumem. |
Subskrybuj:
Posty (Atom)