Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KL. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2012

Podróż - Hong Kong, Singapur i Kuala Lumpur

Nad ranem (autobus był o 03:50) udaliśmy się na lotnisko linią N21, która w nocy kursuje co dwadzieścia minut. Na lotnisku prawdziwe pustki, a nasz lot był jednym z pierwszych tego dnia. Co dziwne, odprawę przeszliśmy na Terminalu 2, a odlot mieliśmy z Terminalu 1, a ponieważ lotnisko w Hong Kongu jest dosyć rozległe, to poranna przebieżka jeszcze bardziej nas wykończyła o tej nieludzkiej porze.

Lecieliśmy linią Jetstar Asia, niskokosztową firmą-córką Qantas. Lot bez jakichkolwiek większych wrażeń, oczywiście poza samym lądowaniem w Singapurze, gdzie jak zwykle było mnóstwo statków.

Warto mieć przygotowany aparat przy podejściu do Singapuru.

Lotnisko w Singapurze jest wyjątkowym portem lotniczym, co już opisywaliśmy na blogu. Przesiadki są błyskawiczne, kontrola bezpieczeństwa bardzo szybka (osobna dla każdej bramki, a nie dla całego lotniska), darmowy internet, wszystkie podłogi wyłożone dywanami oraz nawet ogród botaniczny z fontannami. Wadą są niestety dosyć wysokie ceny oraz długie oczekiwanie na odlot samolotu (już po wejściu do niego) ze względu na dużą ilość operacji lotniczych wykonywanych w tym porcie. W każdym razie, po dwóch godzinach oczekiwania, odlecieliśmy do Kuala Lumpur. Jest to bardzo krótki i często obsługiwany odcinek. Odległość między lotniskami wynosi 300 kilometrów, a lot trwa 40 minut. Ledwo zdążyliśmy zjeść podany posiłek. Jak we wszystkich lotach z/do Malezji, korzystaliśmy po raz kolejny z AirAsia i po raz kolejny byliśmy bardzo zadowoleni (cena biletu 0 PLN, polecieliśmy za podatki).

W Malezji zmieniono system wpuszczania turystów i teraz zamiast karty imigracyjnej, wszystko jest zautomatyzowane (aż dziwne, że nikt inny o tym nie pomyślał). Do paszportu wklejana jest przylepka, której połowa jest odrywana przy wyjeździe. Wygląda to tak:
Wklejka paszportowa.
Nie ma sensu tworzyć odrębnego wpisu na temat samego Kuala Lumpur. Nie zobaczyliśmy niczego nowego, a cały dostępny czas spędziliśmy w okolicach wież Petronas. W centrum handlowym Suria wiele dekoracji związanych z Chińskim Nowym Rokiem:

Rok Smoka, więc jest smok. Zdjęcie z telefonu, więc niska jakość.
Oczywiście wieczorne zdjęcia wież Petronas, co ciekawe, tym razem z oraz bez iluminacji. Chcieliśmy zobaczyć wygaszanie iluminacji (o północy), lecz zamiast widowiska (jak to przedstawiają filmiki na youtube), wszystko po prostu zgasło.

Oświetlone wieże.
Pstryk i zgasło.




















Znów nad ranem, tym razem o 07:35 odlot do Vientiane, więc po powrocie do hotelu poszliśmy szybko spać.



środa, 16 marca 2011

Podróż do Penang

Cały dzień nam zszedł na podróż do Penang, najpierw przelot do KL, gdzie uszkodzono nam walizkę, a następnie po 4 godzinach wylot do Penang. Przelot KL - Penang był naszym najkrótszym lotem, zajął jedynie 30 minut i kosztował również niewiele (~19zł/osoba), chociaż to i tak nic w porównaniu ze biletami Ryanaira, które kiedyś kupiliśmy za 5zł/osoba w obie strony (Oslo - Londyn/Bruksela).

Zdjęcie pożegnalne:
Pan Pheng i Beata
Po przylocie do Bayan Lepas zaopiekował się nami Wei Lin i zaprowadził do galerii sklepów Queensbay, gdzie zjedliśmy dużo dobrego (tylko dwa zdjęcia, było tego znacznie więcej!):
Satay, czyli szaszłyki z sosem orzechowym.
Kluski z niespodzianką.

niedziela, 6 marca 2011

Kuala Lumpur - dzień 4 - Meczet narodowy

Malezja to kraj, w którym islam jest religią państwową. W związku z tym zbudowano wielki meczet narodowy, który pomieści 15 tysięcy ludzi i, jak każdy meczet, jest pełen symboliki nawiązującej do koranu. Oczywiście co piątek (odpowiednik naszej niedzieli), kazania imama są transmitowane na żywo.
Wejście do meczetu.
Sala modlitwy - wstęp tylko dla muzułmanów.

Zdobienia sali modlitewnej.

Kuala Lumpur - dzień 4 - Petronas nocą

Pod wieże Petronas należy iść nocą, kiedy są pięknie oświetlone. Robią wtedy niesamowite wrażenie.

Kuala Lumpur - dzień 4 - Stare miasto

Malezja była przez dosyć długi czas kolonią brytyjską. W starym mieście znajduje się bardzo ładna, dobrze zachowana i wyeksponowana zabudowa kolonialna, która nadaje miastu bardziej europejski charakter.

Budynek Sułtana Abdula Samad, dziś Ministerstwo Informatyzacji, dawniej budynek administracji brytyjskiej.

Katedra Św. Maryi Dziewicy

Główna stacja kolejowa.

Kuala Lumpur - dzień 4 - Skybridge

W końcu udało nam się wybrać na most łączący dwie wieże Petronas, słynny Skybridge, znany między innymi ze scen z Sean Connery'm z filmu Entrapment. Dostanie się na most nie jest łatwe. Każdego dnia jest sprzedawana ograniczona liczba biletów (z tego co wiemy, to obecnie jest to 1600 biletów, ale różne przewodniki podają różne liczby). W kolejce należy stanąć jak najwcześniej, gdyż przyjście po 9 rano praktycznie gwarantuje, że nie kupi się biletu na dany dzień. Kolejki są olbrzymie:



Bilety dostaliśmy około 11, godzina wejścia to 15:20. Pochodziliśmy trochę po Surii i czas jakoś minął. Opłacało się czekać, gdyż widoki z mostka są świetne.

Kuala Lumpur - dzień 3 - Zalało nas!

Powódź! Po południu spadł deszcz, i jak na tropiki przystało, był dosyć intensywny. Na tyle intensywny, że woda zaczęła spływać z tarasu do naszego pokoju. Na szczęście, po jednym telefonie, szybko dostaliśmy nowy pokój, który ma dodatkowo widok na wieże Petronas.

Nowy widok z okna

Kuala Lumpur - dzień 3 - Brickfields

Postanowiliśmy się wybrać do dzielnicy hinduskiej, reklamowanej w przewodniku jako jedna z atrakcji miasta. Niestety, przewodniki czasami się mylą, albo my poszliśmy złą trasą. Jedyną ciekawą rzeczą była hinduska świątynia, a wycieczka trwała tylko 3 godziny ze względu na niesamowity upał tego dnia.

Hinduska świątynia.

Zdobienia.

Kuala Lumpur - dzień 2 - Monorail

Kuala Lumpur może pochwalić się ciekawym środkiem transportu publicznego, tzw. monorailem, czyli "koleją jednoszynową". Wpis na polskiej wikipedii jest bardzo ubogi, dlatego lepiej odnieść się do wpisu w wersji angielskiej. W skrócie, przypomina to serial animowany The Jetsons, gdzie po platformach NAD miastem jeździły szybkie pociągi. Idea jest tutaj podobna, a szyna jest położona kilkanaście metrów nad ziemią. Najlepiej opisują to zdjęcia.

Widok z kolejki na ulicę.
Monrail podjezdza na stację.
Efektywny system chłodzenia na stacjach monoraila.

sobota, 5 marca 2011

Kuala Lumpur - dzień 2 - Bukit Bintang

Bukit Bintang to dzielnica sklepów, handlu i komercji, wchodząca w skład "Golden Triangle" (Złotego Trójkąta). Nazwa Bukit Bintang oznacza dosłownie Gwieździste Wzgórze. Główną ulicą Bukit Bintang jest Bintang Walk. To właśnie przy tej ulicy mieszczą się najbardziej okazałe centra handlowe w KL. Dzielnicę zwiedza się bardzo przyjemnie, szczególnie w upalne dni. Każde centrum handlowe jest klimatyzowane, a położone są tak blisko siebie, że można czasami przejść bezpośrednio z jednego do drugiego.




Kuala Lumpur - dzień 2 - Jedzenie

Kuala Lumpur to miejsce, gdzie robi się zakupy. W samym mieście jest obecnie 66 galerii handlowych, z których każda jest (chyba, bo to nasza obserwacja) kilkukrotnie większa od Galerii Łódzkiej. Samych sklepów, gdzie kupuje się nieprzetworzone jedzenie jest niewiele, gdyż Malezyjczycy jedzą głównie w restauracjach, barach oraz kupują na stoiskach na ulicy. Dla nas każda potrawa, którą jemy w Malezji to swego rodzaju wydarzenie, gdyż wszystko jest tutaj nowe, tak więc umieszczamy specjalny wpis o śniadaniu i lunchu.
Na śniadanie wybraliśmy się do Suria KLCC Shopping Center położonego zaraz pod wieżami Petronas. Na zakąskę kupiliśmy curry puff, czyli pieroga z lekko ostrym curry. Na samo śniadanie zamówiliśmy malezyjską potrawę narodową - Nasi Lemak (nasi - ryż, lemak - gruby) oraz Nasi Beryani (nasi - ryż, beryani - smażony) a do picia Cincau. Cincau to napój na bazie "grass jelly" (galaretki z trawy miętopodobnej).

Blizej Nasi Beryani, dalej Nasi Lemak, po lewej Cincau.
Curry puff





Po południu wybraliśmy się do Bukit Bintang (dosłownie Gwieździste Wzgórze, o którym będzie osobny wpis), gdzie w centrum handlowym Lot 10 zjedliśmy zupy Asam Laksa oraz Penang Curry Laksa. To bardzo ciekawe zupy, pierwsza to zupa makrelowa na bazie sosu z tamaryndu z chilli, a druga to zwykła zupa curry, ale na bazie mleka kokosowego, co nadaje jej znacznie łagodniejszy smak. Pierwsza z zup jest niesamowicie ostra, dlatego też musieliśmy zamówić napój z suszonej trzciny cukrowej, który znakomicie ochładza.

Po lewej curry laksa, po prawej asam laksa.
Tutaj jedliśmy
Napój z trzciny cukrowej

piątek, 4 marca 2011

Kuala Lumpur - dzień 1

Przyjechaliśmy do hotelu ok. 23 po prawie czterogodzinnym locie. Malajowie bardzo lubią klimatyzację ustawioną na 17 stopni, czemu nie ma się co dziwić, gdyż 3 stopnie szerokości nad równikiem słońce jest centralnie nad głową, najniższa zarejestrowana temperatura to 19 stopni (w pobliskim Singapurze), a kropelki wody z powietrza same przylepiają się do skóry (prawie 100% wilgotności), co dodatkowo sprawia, że prawie codziennie w godzinach popołudniowych jest burza. No i wieczorem są komary, ale podobno te ze stolicy nie roznoszą malarii. A w hotelu mamy fajny taras, lecz niestety nie widzimy pobliskich wież Petronas (hotele sobie za to dodatkowo liczą):