Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą park. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2012

Luang Prabang - dzień 2 - Wodospady Tat Kuang Si

O 13:30 czekał na nas dzień wcześniej zarezerwowany minivan, który zabrał nas do wodospadów Tat Kuang Si położonych 32 kilometrów od miasta. Wycieczka kosztowała nas 50000 kipów na osobę, płatne z góry. Na miejsce jechaliśmy około 45 minut.

Tat Kuang Si to nie tylko seria wodospadów, ale fragment dżungli przekształcony w park. Pierwszy szlak prowadzący do głównej atrakcji, czyli 60 metrowego wodospadu, biegnie obok rezerwatu niedźwiedzi azjatyckich i kilkunastu mniejszych wodospadów. Większość wodospadów formuje szmaragdowe jeziorka, w których można pływać.


Miś azjatycki
Miś azjatycki
Wodospady
Wodospad

Wodospad

Beata i wodospady
Z dedykacją dla wujka Roberta :)



















Ludzie kąpiący się w jednym z jeziorek



Skok z liny

Główny wodospad
Główny wodospad




















Trasa do wodospadów (wyjątkowo nie z GPSa, bo telefon nie dał rady w górach w Laosie)
Pokaż trasę na większej mapie

środa, 18 maja 2011

Denali Park part V - Zdjęcia

Czas na kilka zdjęć:
Toyota 4Runner.

Droga przez Alaskę.
Zapierające dech widoki z drogi.
Góry.
Spotkanie bliskiego stopnia z misiem grizzly.
Chyba samica renifera.

wtorek, 17 maja 2011

Denali Park part IV (samochodem!!!)

Przelot miniaturowym samolotem oczywiście nam nie wystarczył. Nie było widać żadnego niedźwiedzia grizzly (którego  nam obiecano!) ani nie lądowaliśmy na żadnym jeziorze po drodze (w maju są jeszcze zamarznięte "na kość").

Dlatego wynajeliśmy fajną, dużą (spalanie dopasowane do liberalnych norm amerykańskich) Toyotę 4Runner (159$ cały dzień + pełen bak gratis) w wypożyczalni Thrifty. Przejechaliśmy 900 km w 10 godzin, co daje całkiem niezłą średnią, jeśli wliczymy w to zwiedzanie, a do tego tankowaliśmy 2 razy do pełna w trasie (bak miał pojemność 70  litrów.....). Drugi raz tankowaliśmy, aby oddać z pełnym bakiem, więc spalanie wyniosło ok. 16.5l W TRASIE!

Niestety, główną wadą Thrifty jest to, że nie bierze udziału w żadnym europejskim programie lojalnościowym (np. Miles & More), dlatego nastepnym razem wybralibyśmy Hertza lub Avisa...

CDN jak znajdę zdjęcia.

niedziela, 15 maja 2011

Alaska - Park Narodowy Denali - flightseeing - zdjecia

Poniżej kilka zdjęć z parku narodowego.

Lotnisko Lake Hood

Nasza Cessna 206

Downtown Anchorage

Dzika natura Alaski

Rzeka

Kolejna rzeka

Mount McKinley

Góry w parku Denali

Góry w parku Denali

Alaska - Park Narodowy Denali - flightseeing

Będąc na Alasce należy się tam wybrać. Znajduje się tam Mount McKinley, największy szczyt Ameryki Północnej, należąca do tzw. Korony Ziemi. Lecieliśmy wodolotem Cessną 206. Wystartowaliśmy z największego na świecie lotniska dla wodolotów, Lake Hood Seaplane Airport (LHD). Więcej zdjęć wkrótce! A w międzyczasie trasa lotu, która wyglądała tak (starsze modele GPS Garmin nie daja jednak rady):

czwartek, 3 marca 2011

Macau - dzień 2

Dziś mieliśmy obejrzeć kościół, który był na pocztówkach a którego nie udało nam się obejrzeć poprzedniego dnia, oraz rzeźbę buddyjskiego bóstwa z europejskimi rysami twarzy. O 11:30 pojechaliśmy więc autobusem nr 3 do centrum i bez problemów udało nam się trafić najpierw do teatru Dom Pedro a później do kościoła św. Wawrzyńca.
Teatr to piękny, niedawno odnowiony, zielony budynek widoczny poniżej. Jest to pierwszy zachodni teatr zbudowany na wschodzie. Został otwarty w 1858r. i do tej pory wystawiane są w nim przedstawienia. Obok znajduje się uroczy kościółek św. Augustyna.




















Zaraz za teatrem jest seminarium św. Józefa. Ogólnie dostępnym elementem kompleksu seminarium jest biblioteka, wyposażona w zewnętrzną czytelnię, mieszczącą się w patio.

Aby dotrzeć do kościoła św. Wawrzyńca, trzeba przejść dalej na zachód ulicą Rua Central. Jest to dziś jeden z najmodniejszych kościołów w Makau. Jego kamienna konstrukcja powstała w latach 1801-1803.


U podnóża schodów kościoła stało obwoźne stoisko z zupą prowadzone przez chińskie małżeństwo. Można było tam kupić rożne zupy w styropianowych kubkach różnej wielkości. My zdecydowaliśmy się na najmniejszy kubek różowej zupki za 6 MOP. Była jeszcze zielona, ale jakoś baliśmy się zaryzykować. Sądzimy, że była to zupa z czerwonej fasoli.




















Chcieliśmy też obejrzeć kolejny kościół, ale niestety okazało się, że nie można ufać kierunkowskazom do zabytków. W rezultacie zgubiliśmy się i postanowiliśmy pojechać autobusem w kierunku buddyjskiej rzeźby. Udało nam się znaleźć przystanek i dojechać na miejsce, lecz niestety okazało się że na mapie był zaznaczony inny posąg, niż ten o który nam chodziło. Na szczęście znajdował się on w bardzo ładnym parku.




















Niestety, nie mieliśmy już czasu pojechać do "właściwej" rzeźby. I tak musieliśmy jechać autobusem do hotelu, żeby zdążyć na samolot. Podróżowanie komunikacją miejską w Makau przedstawia pewne trudności. Większość ulic jest tutaj jednokierunkowa, wiec znalezienie przystanku w jedną stronę nie oznacza, że obok jest przystanek w drugą stronę.
Trochę czasu zabrało nam znalezienie właściwego przystanku i na lotnisko musieliśmy jechać taksówką.