Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 lutego 2012

Podróż - Bangkok - Hong Kong

Lecąc z Bangkoku do Hong Kongu (a raczej wracając do Hong Kongu), mieliśmy okazję kupić bilety w promocji linii Emirates - narodowego przewoźnika Dubaju (a raczej ZEA - Zjednoczonych Emiratów Arabskich). Dla nas najważniejszą rzeczą była możliwość przelotu największym (i prawie najnowocześniejszym) pasażerskim samolotem świata, ostatnio często krytykowanym, Airbusem A380-800. Co ciekawe, Emirates lecą na trasie Dubaj - Bangkok - Hong Kong, dzięki czemu odcinek Bangkok - Hong Kong jest mniej oblegany i można kupić naprawdę tanie bilety na przelot tą właśnie maszyną.

Ostrzeżenie co do lotniska w Bangkoku! Byliśmy równo dwie godziny przed odlotem, udało nam się bardzo szybko zdać bagaż (mało kto się odprawia online), ale staliśmy ponad godzinę w kolejce do odprawy paszportowej! Typowa tajska organizacja, a raczej jej zupełny brak. Panował kompletny chaos, bardzo wolno przesuwające się kolejki i co chwila wpychający się ludzie, bo "samolot nam ucieka". Chyba mamy pecha do Tajlandii. Dwa zdjęcie z odprawy paszportowej wykonane w odstępie 20 minut - ujęcie z naszego miejsca w kolejce:

13:08
13:28











Jeśli chodzi o Airbusa A380-800. Ogólnie wrażenia świetne. Bardzo dużo miejsca, mimo dosyć ciasnej konfiguracji, duże okna i niezwykle cicho. Do tego dochodzą widoki z kamer umieszczonych na zewnątrz samolotu i fantastyczny system rozrywki, dzięki któremu moglibyśmy w tym samolocie spędzić znacznie więcej czasu, gdyż lot trwał jedynie trzy godziny.

A380
A380

Kabina


Autostrady Bangkoku

Jedzenie samolotowe. Jedno z lepszych

Największe wrażenie, tak jak napisałem wcześniej, robią jednak kamery. Poniżej kilka zdjęć jak to wygląda.

Kołowanie
Wysokość przelotowa

Lądowanie w Hong Kongu

Lądowanie w Hong Kongu

czwartek, 16 lutego 2012

Bangkok

Na Bangkok mieliśmy w tym roku super plany, ale nic nam się nie udało, głównie ze względu na chorobę Bartka. Poza tym codziennie padał ulewny deszcz. Dlatego też większość czasu spędziliśmy na zakupach, wydając tysiące bahtów na tanie ubrania. Nasze (Beaty) ulubione centrum handlowe to Platinium. 6 pięter poświęconych tanim, całkiem porządnie wykonanym ubraniom. Całe jedno piętro poświęcone jest dodatkom i torebkom. Raj zakupowy! Już o nim pisaliśmy w zeszłym roku. Zatrzymaliśmy się też w tym samym hotelu co poprzednio (Bangkok Loft Inn), więc nie będziemy zamieszczać dodatkowego opisu.


Tak właśnie padało. To ulica.
Korki w Bangkoku

Platinum shopping mall - mekka zakupoholików

Beata w nowej sukience

wtorek, 14 lutego 2012

Podróż - Luang Prabang - Bangkok

Do Bangkoku lecieliśmy samolotem śmigłowym, co nie zdarza nam się zbyt często. Przewoźnikiem było Lao Airlines. Cała podróż minęła szybko, ale Bartek niestety cierpiał ze względu na problemy z żołądkiem. Najciekawszym momentem lotu był start, gdy mogliśmy podziwiać wspaniałe widoki na Luang Prabang.

Zdawanie bagaży Luang Prabang
Nasz ATR

Luang Prabang

I znów Luang Prabang

Jedzenie samolotowe

środa, 23 marca 2011

Bangkok - dzień 4 - Weekendowy Rynek Chatuchak

Na zakończenie dnia chcieliśmy jeszcze trochę wykorzystać możliwości zakupowe Bangkoku, pojechaliśmy więc na weekendowy rynek Chatuchak. Trochę nam zajęło wyjaśnienie, gdzie chcemy jechać i dopiero czwarty taksówkarz nas zrozumiał. Na rynku są rzeczywiście tanio różne rzeczy, ale jeśli chodzi o kupowanie ubrań to zdecydowanie lepszy komfort oferuje centrum handlowe Platinum i okoliczny rynek Pratunam. W Chatuchak tłumy ludzi utrudniają przemieszczanie się w wąskich alejkach a towary, przynajmniej jeśli chodzi o ubrania nie są tak dobrego gatunku jak w okolicach Pratunam.
Jedna z głównych alejek
Poboczna alejka

Bangkok - dzień 4 - Park Dusit

Po obejrzeniu świątyni popłynęliśmy dalej, aż do mostu Kong Thon i złapaliśmy taksówkę do Parku Dusit, w którym znajduje się słynny dom z drzewa tekowego dwór Vimanmek, oraz inne mniejsze muzea. Warto zachować bilet z Wat Phra Kaew, gdyż umożliwia on darmowy wstęp do dworu. My oczywiście zapomnieliśmy zabrać nasze bilety i musieliśmy zapłacić z wstęp. Jeśli komuś zdarzy się podobna sytuacja odradzamy kupowania biletu. Mimo, że dwór i okoliczne muzea są warte zobaczenia, atmosfera zupełnie nie sprzyja wywoływaniu zachwytu. Muzea trzeba odwiedzać bez butów, a za skradzione lub zagubione buty, które należy pozostawić przed budynkiem nikt nie ponosi odpowiedzialności. Nie mówiąc już o tym ze trzeba przejść zazwyczaj kawałek po brudnym chodniku. Jest oczywiście zakaz robienia zdjęć w budynkach, zdarza się też że nadgorliwe panie przeganiają ludzi fotografujących budynki od zewnątrz. Tak jest w przypadku Abhisek Dusit mieszczącego niewielkie muzeum płacowe. W niektórych muzeach, również w Abhisek Dusit przed wejściem należy zostawić wszystkie swoje rzeczy oprócz portfela w specjalnej przechowalni.
Abhisek Dusit
Sam słynny drewniany dom jest zabudowany paskudnym białym betonowym budynkiem, w którym mieszczą się przechowalnie, wypożyczalnia ubrań i stanowiska kontrolne. Aby dostać się do dworu, należy przejść kontrolę ubioru (koszulki na ramiączkach i krótkie spodnie są niedozwolone), wypożyczyć strój zostawiając w depozycie banknot co najmniej 200 bahtowy (może być też 1000, reszty się nie wydaje), rewizję osobistą, zostawić swoje rzeczy w skrytce której koszt to 20 baht, oczywiście należy też ściągnąć buty (oczywiście nikt za nie nie odpowiada) i przemaszerować na bosaka brudnym chodnikiem do wejścia.
W środku tego cuda drewnianej architektury nie można przemieszczać się samemu, tylko trzeba iść w grupie. Z podobną zasadą spotkaliśmy się już w "Niebieskim domu" w Penang, tam jednakże była możliwość poproszenia osoby z sekretariatu o oprowadzenie, jeśli akurat nie było angielskojęzycznej grupy zwiedzającej. Tutaj jednak zostaliśmy zmuszeni do przyłączenia się do chińskiej wycieczki, mimo iż w każdym pokoju, a jest ich około 30, siedziały po 2-3 panie które zajmowały się niczym lub gadaniem ze sobą. Trzeba przyznać, że dwór jest bardzo piękny i na uwagę zasługuje szczególnie układ okien i sposób w jaki światło wpada do pokoi, oraz widok z poszczególnych części domu. Szczególnego nastroju nie sposób jednak docenić, jeśli człowiek przemieszcza się w tłumie hałaśliwych chińczyków i słyszy z jednej strony chińską przewodniczkę opowiadającą coś o dywanach a z drugiej tajlandzkiego przewodnika zdradzającego sekrety drewnianej figurki jakiegoś chłopca (tematyka ich wypowiedzi została wywnioskowana z gestykulacji).
Po obejrzeniu wnętrza domu mieliśmy możliwość zrobienia zdjęć z zewnątrz. Nie wiemy jednak czy jest to "standardowa procedura", czy mieliśmy szczęście, bo zamykali.

Dwór Vimanmek

Waluta Tajlandii

Walutą Tajlandii jest tajska bahta. Na każdym banknocie widnieje oczywiście podobizna króla, Ramy IX (zbieżność nazw z popularną margaryną przypadkowa). Król Rama IX jest w Tajlandii uwielbiany, co jest dla turystów, a przynajmniej dla nas kompletnie niezrozumiałe. Jest to prawdziwy kult osobowości, a za obrazę majestatu idzie się do więzienia od 3 do 15 lat (podarcie lub podeptanie banknotu również się do tego zalicza). Rama IX jest również najdłużej panującym monarchą na świecie, będąc u władzy od 1946 roku.

Same banknoty wyglądają za to tak:


Ceny bardzo łatwo przelicza się na PLN, gdyż wystarczy jedynie obciąć ostatnie zero i już.

Bangkok - dzień 4 - Wat Arun

Tego dnia mieliśmy już samolot powrotny do Paryża. Na szczęście wylot był dopiero o 23:20 więc mieliśmy trochę czasu, żeby zobaczyć pozostałe atrakcje miasta. Najpierw popłynęliśmy statkiem rejsowym do Wat Arun (Świątynia Świtu), która słynie z tego, że pięknie wygląda od strony rzeki. Kompleks jest niewielki, zbudowany w stylu khmerskim. Mięliśmy dużo szczęścia, że udało nam się wejść na wyższy poziom centralnej stupy, gdyż schody są dość często zamknięte. Roztacza się stamtąd piękny widok.

Wat Arun (widok od strony rzeki)

Ceramiczne zdobienia
Widok z centralnej stupy

Bangkok - dzień 3 - Nocny rynek

Po obejrzeniu świątyń wróciliśmy do hotelu i po krótkim odpoczynku pojechaliśmy na Khao San Road, która w nocy staje się rynkiem pełnym straganów z odzieżą i pamiątkami, stoisk z masażem stóp i innych części ciała i wózków z przekąskami. Tego wieczoru byliśmy nastawieni na próbowanie różnych miejscowych przysmaków sprzedawanych na ulicznych stoiskach.


Khao San Road



Smażone kluski z tofu.


Hot plate, czyli gorący talerz z mięsem lub owocami morza i kapustą



Satay, czyli szałyk




Owoc morza (sotong w całości widoczny na zdjęciu obok) w chili.


Owoc morza (sotong)


Naleśnik z bananami

Bangkok - dzień 3 - Wat Pho, czyli Buddy ciąg dalszy

Po wizycie w Wat Phra Kaew, poszliśmy do świątyni Wat Pho, która słynie z ogromnej figury leżącego Buddy. Cała figura o długości 46 m i wysokości 15 m jest wykonana z cegły, gipsu i złotych płatów, natomiast stopy Buddy są pokryte od spodu artystycznym wykończeniem z masy perłowej. Oprócz gigantycznego Buddy cały kompleks również zasługuje na uwagę. Szczególnie piękne są pokryte cermaiczną mozaiką, tak zwane Czedi (http://pl.wikipedia.org/wiki/Stupa), których na terenie Wat Pho znajduję się prawie setka.
Budda
Spody stóp Buddy


Czedi

Czedi

Bangkok - dzień 3 - Wat Phra Kaew

Tego dnia zabraliśmy się za zwiedzanie. Zaczęliśmy od punktu obowiązkowego na liście każdego turysty, czyli Pałacu Królewskiego i Świątyni Szmaragdowego Buddy (Wat Phra Kaew).  Kompleks ten jest przepiękny, bardzo zadbany i robi duże wrażenie. Osławiony Szmaragdowy Budda, wykonany w rzeczywistości z jadeitu, wypada średnio wśród przepychu, którym jest otoczony. Szczególnie podobał nam się złoty czopek (Phra Si Rattana Chedi) i model Angkor Wat, zbudowany gdy Kambodża była pod rządami Tajlandii.
Szmaragdowy Budda
Angkor Wat i złoty Czedi
Figura strażnika olbrzyma.
Po lewej budynek, w którym znajduje się Szmaragdowy Budda.




Figury strażników Yaksha.

Budynek tronowy w centralnej części kompleksu pałacowego.

Bangkok - dzień 2 - Zakupy

Drugiego dnia postanowiliśmy wykorzystać główna zaletę Bangkoku i wybraliśmy się na zakupy. Pojechaliśmy na rynek Pratunam, największy odzieżowy rynek w Tajlandii. Ponieważ tego dnia było bardzo zimno i padał deszcz większość czasu spędziliśmy w zadaszonych częściach rynku i okolicznych centrach handlowych. Jednym z większych domów handlowych jest "Platinum Fashion Mall" sześciopiętrowy budynek, w którym sprzedawane są ubrania (głównie damskie), dodatki, buty itp. w bardzo niskich cenach. Centy w Tajlandii kształtowane są w dość ciekawy sposób. Jeśli kupujemy jedną rzecz wtedy sprzedaż jest detaliczna i musimy zapłacić cenę detaliczną. Jeśli kupujemy 3 lub więcej rzeczy wtedy już sprzedaż jest hurtowa i możemy otrzymać zniżkę czasami nawet w wysokości 10zł od ceny początkowej. Biorąc pod uwagę fakt, że ubrania są tam bardzo tanie (za koszule z dobrego gatunku bawełny płacimy 18zł - cena hurtowa), to obniżka 10zł oznacza zwykle, że cena kurczy się o 1/3.
Między straganami z odzieżą stały również ruchome stoiska z jedzeniem, gdzie można było kupić krojone owoce, przekąski oraz świeżo wyciśnięty owocowy sok.    
Nasze zakupy.
Owoc Cempedak.

Bangkok - dzień 1

Szczerze mówiąc, to pierwszego dnia nic nie zrobiliśmy oprócz przyjechania z lotniska do hotelu komunikacją miejską. Nie polecamy podróżowania z Singapuru do Bangkoku, a jeśli już ktoś decyduje się na taką podróż musi się przygotować na lekki szok. Po wysprzątanym i bardzo europejskim Singapurze, Bangkok nie robi zbyt dobrego wrażenia. Komunikacja miejska jest prawie nie istniejąca, powolna, zatłoczona i bardzo droga w porównaniu z kosztem taksówek. W krzakach czają się dziwni ludzie, którzy zaczynają nagle klekotać jak się przechodzi koło nich (jakkolwiek dziwna, taka sytuacja zdarzyła nam się naprawdę).
Gdy prawie już byliśmy w hotelu znienacka wyskoczył zza jakiegoś rogu bardzo pomocny pan i chciał nam zabrać bagaże i pomagać, sugestywnie wyrywając torby i plecaki. Okazało się, że jest boyem hotelowym i jest bardzo miły, jak i cała reszta obsługi hotelu. Hotel był jednym z lepszych w których mieszkaliśmy. Po zarejestrowaniu zamówiliśmy kolację do pokoju. Trzeba powiedzieć, że mimo ogromnej ilości wad Bangkok ma jedną bezwzględną zaletę, która sprawia że chce się tam wracać raz po raz. Jest TANIO! Dwudaniowa kolacja kosztowała nas 25 zł, w tym wliczona dostawa do pokoju.
Zupa Tom Yum, jedna z tradycyjnych tajlandzkich potraw.

Ryż z dodatkami i kakao z lodem.