Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AirAsia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AirAsia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 stycznia 2012

Podróż - Kuala Lumpur - Vientiane

Kolejny dzień z wylotem o 7 rano, a do tego godzinny dojazd na lotnisko w Kuala Lumpur, więc z samego rana byliśmy już bardzo zmęczeni. Cały lot trwa prawie trzy godziny, ale ze względu na różnicę czasową (Laos jest "bliżej" Europy), po wylądowaniu było kilkanaście minut po dziewiątej.

W Laosie funkcjonuje system Visa on Arrival, co pozwala uzyskać samą wizę zaraz po przylocie w kilka-kilkanaście minut. Niestety, płatność jedynie w USD, a co więcej, w strefie wizowej, nie ma możliwości zdobycia jakichkolwiek pieniędzy (nie ma bankomatów), więc trzeba mieć przygotowaną gotówkę. Prawdopodobnie istnieje możliwość zapłaty w bahtach lub w euro, ale ponieważ te waluty są mało popularne w Azji, nawet o to nie pytaliśmy. Na pewno nie ma możliwości płacenia w lokalnych kipach, gdyż pierwszy bankomat znajduje się dopiero za przejściem granicznym, a kipy są walutą niewymienialną (czyli się jej nigdzie poza Laosem nie zdobędzie - podobnie jak kambodżańskie riele). Wydawanie wizy działa na sprawdzonej zasadzie ludzkiego taśmociągu, którą zaobserwowaliśmy również w Kambodży. Jednakże, w Laosie pracują jedynie trzy osoby i chyba są bardziej sprawni, gdyż całość zajęła ok. 5 minut.

Cena wizy dla Polaka to 30$, co ciekawe, cena ta zależy od narodowości. Polacy mają jedne z najtańszych wiz. Najdroższe wizy są dla mieszkańców USA (fotografia poniżej przedstawia jedynie  bardzo szeroko pojętą Europę).

Formularz wjazdowo/wyjazdowy.

Formularz wjazdowo/wyjazdowy.
Cennik dla Europy.
Tak się wypełnia wniosek o wizę.
A tak wygląda laotańska wiza.

Podróż - Hong Kong, Singapur i Kuala Lumpur

Nad ranem (autobus był o 03:50) udaliśmy się na lotnisko linią N21, która w nocy kursuje co dwadzieścia minut. Na lotnisku prawdziwe pustki, a nasz lot był jednym z pierwszych tego dnia. Co dziwne, odprawę przeszliśmy na Terminalu 2, a odlot mieliśmy z Terminalu 1, a ponieważ lotnisko w Hong Kongu jest dosyć rozległe, to poranna przebieżka jeszcze bardziej nas wykończyła o tej nieludzkiej porze.

Lecieliśmy linią Jetstar Asia, niskokosztową firmą-córką Qantas. Lot bez jakichkolwiek większych wrażeń, oczywiście poza samym lądowaniem w Singapurze, gdzie jak zwykle było mnóstwo statków.

Warto mieć przygotowany aparat przy podejściu do Singapuru.

Lotnisko w Singapurze jest wyjątkowym portem lotniczym, co już opisywaliśmy na blogu. Przesiadki są błyskawiczne, kontrola bezpieczeństwa bardzo szybka (osobna dla każdej bramki, a nie dla całego lotniska), darmowy internet, wszystkie podłogi wyłożone dywanami oraz nawet ogród botaniczny z fontannami. Wadą są niestety dosyć wysokie ceny oraz długie oczekiwanie na odlot samolotu (już po wejściu do niego) ze względu na dużą ilość operacji lotniczych wykonywanych w tym porcie. W każdym razie, po dwóch godzinach oczekiwania, odlecieliśmy do Kuala Lumpur. Jest to bardzo krótki i często obsługiwany odcinek. Odległość między lotniskami wynosi 300 kilometrów, a lot trwa 40 minut. Ledwo zdążyliśmy zjeść podany posiłek. Jak we wszystkich lotach z/do Malezji, korzystaliśmy po raz kolejny z AirAsia i po raz kolejny byliśmy bardzo zadowoleni (cena biletu 0 PLN, polecieliśmy za podatki).

W Malezji zmieniono system wpuszczania turystów i teraz zamiast karty imigracyjnej, wszystko jest zautomatyzowane (aż dziwne, że nikt inny o tym nie pomyślał). Do paszportu wklejana jest przylepka, której połowa jest odrywana przy wyjeździe. Wygląda to tak:
Wklejka paszportowa.
Nie ma sensu tworzyć odrębnego wpisu na temat samego Kuala Lumpur. Nie zobaczyliśmy niczego nowego, a cały dostępny czas spędziliśmy w okolicach wież Petronas. W centrum handlowym Suria wiele dekoracji związanych z Chińskim Nowym Rokiem:

Rok Smoka, więc jest smok. Zdjęcie z telefonu, więc niska jakość.
Oczywiście wieczorne zdjęcia wież Petronas, co ciekawe, tym razem z oraz bez iluminacji. Chcieliśmy zobaczyć wygaszanie iluminacji (o północy), lecz zamiast widowiska (jak to przedstawiają filmiki na youtube), wszystko po prostu zgasło.

Oświetlone wieże.
Pstryk i zgasło.




















Znów nad ranem, tym razem o 07:35 odlot do Vientiane, więc po powrocie do hotelu poszliśmy szybko spać.