wtorek, 6 września 2011

Stavanger i Preikestolen

http://www.sp-studio.de/
W zeszły weekend pojechaliśmy do Stavanger. Załapaliśmy się na promocję linii Norwegian i bilety kosztowały nas tylko 199NOK. Naszym priorytetem było obejrzenie widoku z klifu Preikestolen (http://pl.wikipedia.org/wiki/Preikestolen). Żeby się tam dostać trzeba najpierw płynąć ze Stavanger promem do Tau, a później jechać specjalnym autobusem pod górę aż do końca drogi. Promy i autobusy są zsynchronizowane i można kupić na nie bilet łączony (200NOK w dwie strony, kasy są na pokładzie promu). Kolejny etap to dwugodzinny spacer pod górę. Przylecieliśmy do Stavanger około dziewiątej rano i prosto z lotniska pojechaliśmy do portu, z którego odpływają promy do Tau. Obawialiśmy się trochę, że pogoda odbierze nam możliwość podziwiania widoku, gdyż od rana padało. Okazało się jednak, że nic nie może popsuć niesamowitego wrażenia jakie robi ten klif.


Trasa naszej wycieczki (kolory oznaczają wysokość).

Wspinamy się
W jednym miejscu skała jest pęknięta, aż do samego morza
To nie fotomontaż :P



Preikestolen
Widok na most przy porcie w Stavanger
Po powrocie do miasta byliśmy wykończeni czterogodzinnym spacerem pod górę i z góry, ale i tak udało nam się wyjść i pospacerować trochę po Gamle Stavanger, czyli Starym Mieście. Było warto. Stare miasto Stavanger przywodzi na myśl małe śródziemnomorskie miasteczka w których życie towarzyskie rozkwita wieczorami. To, w połączeniu ze skandynawskimi zadbanymi, drewnianymi domkami, tworzy niepowtarzalny klimat tego miejsca. Gdyby ceny tylko ceny były mniej norweskie, a bardziej śródziemnomorskie...  

Nabrzeże w Stavanger

Nabrzeże w Stavanger


Restauracje nad wodą



Nocne życie



wtorek, 30 sierpnia 2011

Sulseter Rideleir

http://www.sp-studio.de/
W ramach integeracji naszej grupy projektowej pojechaliśmy na weekend do najstarszego parku narodowego w Norwegii - Rondane. Park obejmuje górzyste i bagniste tereny na północ od Lillehammer.
Mieszkaliśmy w malowniczym drewnianym kompleksie, "hotelowym" Sulseter Fjellstugu (http://www.sulseter-fjellstugu.no/), położonym nieopodal miasteczka Vinstra. Jedną z lokalnych ciekawostek jest fakt ze Peder Olsen Hågå, będący pierwowzorem głównego bohatera sztuki "Peer Gynt" Henryka Ibsena, pochodził właśnie z tego miasteczka.
Sam park Rondane obfituje w piękne widoki, jednak największą atrakcją wyjazdu był fakt, że mogliśmy podziwiać je z grzbietów koni.
Pierwszego dnia otrzymaliśmy "przydział" wierzchowca na kolejne 3 dni rajdu po Rondane. Wyprawa była zorganizowana przez rodzinną firmę, która latem zajmuje się organizowaniem rajdów a zimą prowadzi szkołę jeździectwa  (http://www.sulseter.no).
Mój konik Øyblessa 
Wszystkie konie były bardzo posłuszne i szły zawsze w rządku za przewodnikiem


Biesiada przy ognisku (drugiego dnia nocowaliśmy pod namiotami)

Przewodnik zawsze przygotowywał ciepłą kawę i herbatę podczas postoju.

sobota, 21 maja 2011

Alaska - koniec relacji

Dalsza część wizyty na Alasce była spędzona w pracy, a dodatkowo po zjedzeniu lokalnego sushi nie czułem się zbyt dobrze. Powrót bez większych atrakcji, ale ciekawostką są "red-eye flight", czyli całonocne wyloty do kontynentalnego USA.

Ze względu na to, że lecąc z zachodu na wschód czas godzinowy mija "szybciej", to aby wrócić z Alaski do Europy poprzez USA konieczne są co najmniej dwa nocne loty - wylot z Alaski i przelot przez USA (cała noc i cały dzień), a następnie, całonocny lot do Europy. Mimo, że według zegarka całość trwa ok. jednej doby, to ze względu na różnicę czasu wynoszącą 11 godzin, wydaje się, jakby się leciało dwa dni. Była to z pewnością jedna z najbardziej męczących podróży, jakie odbyłem.

środa, 18 maja 2011

Denali Park part V - Zdjęcia

Czas na kilka zdjęć:
Toyota 4Runner.

Droga przez Alaskę.
Zapierające dech widoki z drogi.
Góry.
Spotkanie bliskiego stopnia z misiem grizzly.
Chyba samica renifera.

wtorek, 17 maja 2011

Denali Park part IV (samochodem!!!)

Przelot miniaturowym samolotem oczywiście nam nie wystarczył. Nie było widać żadnego niedźwiedzia grizzly (którego  nam obiecano!) ani nie lądowaliśmy na żadnym jeziorze po drodze (w maju są jeszcze zamarznięte "na kość").

Dlatego wynajeliśmy fajną, dużą (spalanie dopasowane do liberalnych norm amerykańskich) Toyotę 4Runner (159$ cały dzień + pełen bak gratis) w wypożyczalni Thrifty. Przejechaliśmy 900 km w 10 godzin, co daje całkiem niezłą średnią, jeśli wliczymy w to zwiedzanie, a do tego tankowaliśmy 2 razy do pełna w trasie (bak miał pojemność 70  litrów.....). Drugi raz tankowaliśmy, aby oddać z pełnym bakiem, więc spalanie wyniosło ok. 16.5l W TRASIE!

Niestety, główną wadą Thrifty jest to, że nie bierze udziału w żadnym europejskim programie lojalnościowym (np. Miles & More), dlatego nastepnym razem wybralibyśmy Hertza lub Avisa...

CDN jak znajdę zdjęcia.

poniedziałek, 16 maja 2011

Denali Park part III

Na koniec ostatnie widoki w parku Denali oraz lądowanie w Lake Hood. Samolot lądując zachowywał się jak "kaczuszka", co na pewno jest ciekawe dla osób, które znajdowały się po ZEWNĘTRZNEJ stronie kadłuba.

Denali Park part II

Dalsze filmy, tym razem McKinley, najwyższy szczyt kontynentu za kałużą oraz kilka malowniczych ujęć pobliskich gór i dolin.

Filmy z Alaski...

Od bardzo długiego czasu nie było aktualizacji bloga... Powodem jest głównie chroniczny brak czasu wynikający z biurokracji ogólnoślubno-weselnej, ale po trochu również bronimy się wrodzonym lenistwem. Dziękujemy Ani K. za motywację. :)

Na początek filmy z przelotu małą Cessną (brrr...) nad Alaską, a obiecujemy więcej (w tym opis zaprzeszłych podróży, odbytych PRZED powstaniem bloga).